Trochę morza i nieba zmieniło się w końcu w alpakowy produkt.
Szal był gotowy co prawda już dawno, ale nie miałam czasu zabrać się za zdjęcia - więc pokazuję go dopiero teraz.
Co prawda przy panującym upale myśl o wełnianym morzu wydaje się dość surrealistyczna, ale chłodny granat, dyskretny błękit i czysta biel powinny działać na zmysły uspokajająco.
Szal jest bardzo duży: ma 200 x 56 cm, w wyobraźni widzę otuloną nim sylwetkę przechadzającą się po zmierzchu brzegiem plaży :-)
Jest to elektryczne motowidło rodem z głębokiego PRL-u, które służyło studentom Politechniki Łódzkiej podczas warsztatów.
Urządzenie jest genialne: samo przewija nitkę z cewki w motek, automatycznie odlicza 100 metrów, dodatkowo można regulować stopień naprężenia a nitka na motku jest równomiernie napięta i rozłożona. Waży toto ze 100 kilo i zajmuje sporo miejsca, ale bardzo się cieszę i jestem Panu Zdzisławowi bardzo wdzięczna :-)